Niedawno świat opłynęła nowina, że 22-latek będzie liderem grupy kolarskiej podczas jednego z Wielkich Tourów. Skauci kolarscy, którzy talentów pokroju Alberto Contadora czy Andy'ego Schlecka poszukują głównie w krajach Europy Zachodniej, a jeśli tam gubią trop, to zaglądają do Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Rosji czy Kazachstanu, musieli być mocno zdziwieni, kiedy dowiedzieli się, że liderem grupy Saxo Bank podczas Giro d'Italia będzie Polak. Wszyscy bowiem zdążyli się już przyzwyczaić do tego, że zawodników z kraju nad Wisłą w czołówkach największych wyścigów kolarskich wypatrywać nie należy.
Rafał Majka, o którym mowa, urodził się 12 września 1989 roku. Jak nie trudno policzyć, ma dopiero 22 lata, czyli jest kolarskim szczawiem; może nie zalega mu już mleko pod nosem, ale z pewnością ma jeszcze świeży smar na przerzutkach. Majka zawodowcem chciał zostać od dawna. Kolarskie reguły wpajano mu w zasłużonym dla polskiej szosy klubie WLKS Krakus Swoszowice; tam dowiedział się, że jest do tego sportu stworzony. Pierwsze symptomy talentu pochodzącego spod małopolskich Dobczyc kolarza można było dostrzec niemal od razu. Mając ledwo 18 lat, mógł się pochwalić medalami mistrzostw Polski juniorów i zwycięstwami w wyścigach, w których startowali najzdolniejsi krajowi szosowcy. Zbigniew Klęk, jego pierwszy trener, wspomina, że wystarczyło przyjrzeć się temu, z jaką łatwością Majka radzi sobie z wymagającymi podjazdami, żeby stwierdzić, iż czeka go świetlana przyszłość.
18-letni Majka przeniósł się do Włoch. Bardzo mocno pragnął ścigać się z najlepszymi kolarzami na świecie, a żeby to osiągnąć, musiał wyjechać na Zachód. Trafił do amatorskiego zespołu Petroli Firenze. Spędził w nim dwa lata, a następnie wylądował w drugoligowej grupie Miche-Silver Cross-Selle Italia. Regularne starty we włoskiej ekipie pozwoliły mu zapoznać się z kolarskim światem, uczyniły go nieopierzonym zawodowcem. Wówczas z pomocą przyszedł mu Giovanni Lombardi – jego menedżer, który przez lata zadziwiał umiejętnościami i sprytem na kolarskich trasach. Włoch polecił Majce, aby pojechał na Majorkę, gdzie miał się załapać na zgrupowanie zespołu Saxo Bank. Lombardi chciał, żeby młody kolarz organoleptycznie zbadał, jak funkcjonuje jedna z najlepszych grup kolarskich na świecie.
Szefem duńskiej grupy kolarskiej, w której jeździ m.in. Alberto Contador, bezsprzecznie najlepszy zawodnik na świecie, jest Bjarne Riis - jedna z najbardziej kontrowersyjnych kolarskich postaci ostatnich dwudziestu lat. Szef Saxo Banku w 1996 r. wygrał Tour de France, ale po latach przyznał, że w osiągnięciu życiowego sukcesu pomógł mu nie tylko talent, ale i niedozwolone środki, którymi wspomagał się przez pięć lat. Czarna przeszłość, przez którą odsunęło się od niego wielu ludzi ze środowiska kolarskiego, nie przeszkadza mu wcale w prowadzeniu jednej z najsilniejszych ekip kolarskich. Pod jego skrzydłami rodziły się sukcesy braci Schlecków oraz Fabiana Cancellary, a teraz ma on pomóc w osiągnięciu kolarskiej perfekcji Contadorowi.
Riis przyjął Majkę na dwutygodniowe testy. Zgrupowanie odbywało się po zakończeniu startów w 2010 r., a zatem większość zawodników była daleka od wysokiej dyspozycji. Testy na Majorce miały bardziej utrwalić kolarzom, na czym polega ich zawód, niż wyjaśnić, na co stać poszczególnych zawodników. Zapewne nikt nie spodziewał się, że nikomu nieznany 22-letni Polak będzie jedynym kolarzem, jaki zdoła dotrzymać koła na podjeździe samemu Contadorowi, który, jak to ma w zwyczaju, zapragnął sprawdzić, ile mu jeszcze brakuje do osiągnięcia optymalnej dyspozycji. Majka zbagatelizował swój wyczyn, twierdząc, iż znakomity Hiszpan był na Majorce w wakacyjnej formie. Inaczej tę sytuację ocenił Riis, którego urzekła bezczelność - niewielu kolarzy odważyłoby się jechać za trzykrotnym zwycięzcą Tour de France, nie wiedząc, czy ten sobie tego życzy - i wydolność młodego Polaka, który wytrzymując narzucone przez Contadora tempo, dał próbkę swoich nadzwyczajnych możliwości. Nic zatem dziwnego, że kilka miesięcy później – w lutym 2011 r. - Duńczyk zaprosił Majkę na kolejne zgrupowanie, podczas którego zaproponował mu dwuletni kontrakt.
Kiedy jedno z marzeń Majki się spełniło, przyszła kolej na realizowanie następnych. W pierwszym roku startów z najlepszymi Polak nie mógł liczyć na zbyt dużą swobodę; przez większość sezonu pracował na innych, często harując na płaskich etapach, które nie są jego domeną. Zdarzało się jednak, że w górach dostawał wolną rękę, a wtedy pokazywał, iż stać go na wiele – zajął 36. lokatę w Tour de Romandie, 30. miejsce w wyścigu Dookoła Kalifornii, był 34. w trudnym Critérium du Dauphiné i 23. w wyścigu Dookoła Słowenii. Dzięki dobrym rezultatom Riis wysłał Majkę na Tour de Pologne – 22-latek swoją niezwykłą wydolnością i dobrą jazdą w górach zwrócił uwagę większości dyrektorów sportowych, choć nic wielkiego nie osiągnął (zajął dopiero 24. miejsce) – i na Vuelta a Espana, choć pierwotnie w tym sezonie nie zamierzał testować swojego odkrycia na żadnym z Wielkich Tourów. W swoim debiutanckim wyścigu wieloetapowym Majka prezentował się naprawdę nieźle; górskie próby kończył w czołówce, utrzymywał całkiem wysoką pozycję w klasyfikacji generalnej, a nawet nie bał się zaatakować na finałowym podjeździe jednego z etapów. Niestety, wziął udział w kraksie, która zmusiła go do rezygnacji z wyścigu, w którym z etapu na etap jechał coraz śmielej.
W przyszłym roku Majka na pewno wystartuje w Giro d'Italia, ale nie to jest najistotniejsze. Riis poinformował niedawno, że młody Polak będzie liderem grupy Saxo Bank w wyścigu Dookoła Włoch! 22-latek z kraju, który od czasu Zenona Jaskuły (trzeci kolarz Tour de France w 1993 r.) nie liczył się w walce o czołowe lokaty w klasyfikacji generalnej Wielkich Tourów (w XXI wieku najbliżej kolarskiego szczytu był Dariusz Baranowski, który w 2003 r. wywalczył 11. miejsce w wyścigu Dookoła Włoch), ma zatem godnie zastąpić samego Contadora, który w minionym sezonie zdominował Giro d'Italia, będąc bezkonkurencyjnym na jednej z najtrudniejszych tras ostatnich lat. Szef ekipy Saxo Bank pokazuje tym samym, że pokłada w Majce ogromne nadzieje, a znając Duńczyka, można być pewnym, iż nie czyni tego bezpodstawnie.
Trudno przypuszczać, żeby Majka automatycznie znalazł się gronie kandydatów do końcowego triumfu w wyścigu, ale Polak może okazać się języczkiem u wagi. Trasa wyścigu powinna mu odpowiadać, ponieważ, jak twierdzi sam zainteresowany, najlepiej czuje się wtedy, kiedy podjazdy są wyjątkowe trudne. Do tego lubi, gdy poziom trudności zmagań rośnie z każdym dniem rywalizacji, a tak właśnie skonstruowane jest przyszłoroczne Giro d'Italia, które rozstrzygnie się dopiero w ostatnim tygodniu ścigania - 3 spośród 5 najcięższych górskich prób zostaną rozegrane podczas finałowych sześciu dni ścigania, a meta przedostatniego etapu znajduje się na legendarnym Passo dello Stelvio. Jeśli szanse Majki mają rosnąć z dnia na dzień, to ostatnie odcinki wyścigu Dookoła Włoch wydają się być stworzone z myślą o 22-letnim góralu z Polski.
W historii dyscypliny zjawiali się już kolarze, którzy nawet w młodszym wieku sięgali po zwycięstwa w Wielkich Tourach, ale w ostatnich latach nie widzieliśmy wielu popisów zawodników, którzy mieli nieco ponad 20 lat na karku i zarzucali sieci na najważniejsze wyścigi. W ciągu minionej dekady zaledwie siedmiu kolarzy wstrząsnęło peletonem - zajmując miejsca na podium przynajmniej jednego z Wielkich Tourów - przed ukończeniem magicznej granicy ćwierćwiecza: Jarosław Popowicz, Alejandro Valverde, Damiano Cunego, Jose Rujano, Andy Schleck, Alberto Contador i Riccardo Ricco. Nie każdy z wymienionych zrobił jednak karierę na miarę posiadanych możliwości - Popowicz z wiekiem zapomniał, jak się jeździ w górach; Valverde wygrał wiele wyścigów (w tym hiszpańską Vueltę), ale przegrał z dopingiem; Cunego, zwycięzca Giro d'Italia z 2005 r., nigdy nie powtórzył swojego sukcesu; Rujano pozostał jedynie solidnym góralem; Ricco zamienił kolarskie trasy na sale sądowe, zanim zaczął dominować na kolarskich trasach. Przykłady złotych dzieci kolarstwa, które nie potrafiły wejść w dorosłość, pokazują, że po pierwsze: Polakowi jeszcze dużo brakuje do poziomu, jaki oni osiągali w podobnym wieku, a po drugie: nawet znakomity występ w Giro d'Italia nie daje gwarancji, że w przyszłości Majka wespnie się na sam piedestał kolarskich klasyfikacji.
Współczesnym kolarstwem rządzą twarde reguły i ogromna konkurencja, których niedługo Majka doświadczy na własnej skórze. Do niedawna ta piękna dyscyplina penetrowana była wyniszczającymi aferami dopingowymi, choć, jak twierdzi wielu kolarskich ekspertów (w tym Czesław Lang, organizator Tour de Pologne), obecnie mamy do czynienia z nową, podopingową erą kolarstwa. Dzięki temu zawodnicy tacy jak Majka – dysponujący ogromny talentem i zapałem do pracy – mają szansę zaistnieć na trasach najważniejszych wyścigów i nie muszą obawiać się tego, że ich starania zostaną zniweczone przez oszustów, którym chorobliwa chęć zwyciężania przysłania przyjemność płynącą z uczciwej rywalizacji. Dzięki temu możemy liczyć na to, że nowa nadzieja polskiego kolarstwa przywróci chwałę tej nieco zapomnianej w kraju dyscyplinie, która w latach 70. i 80. święciła triumfy dzięki brawurowym występom Ryszarda Szurkowskiego, Stanisława Szozdy, Lechia Piaseckiego czy wspomnianego Czesława Langa.
W ostatnich latach nieliczne powody do dumy dawał polskim kibicom jedynie Sylwester Szmyd, który wyrobił sobie miano najlepszego gregario w peletonie. Majka został obdarzony materiałem genetycznym, który daje mu sposobność, aby stać się kolarzem, który nie będzie pracował dla innych (jak jego starszy kolega z Liquigasu), lecz dla siebie, walcząc o triumfy w trudnych wyścigach etapowych – jak Szurkowski w Wyścigu Pokoju. Pewnie nikt nie nazwie go „cudownym dzieckiem dwóch pedałów” (w tak niefortunny sposób określił kiedyś Szurkowskiego Bohdan Tomaszewski, jeden z najwybitniejszych polskich dziennikarzy sportowych), ale jest bardzo prawdopodobne, że dorobi się innego, może nawet bardziej zaszczytnego tytułu. Nie jest bowiem wykluczone, że za kilka lat Majka będzie synonimem najlepszego polskiego kolarza w dziejach.
Dodaj komentarz
Komentarze