Chcę być mamą, ale nie mogę. Czy potrzebuję zabiegu in vitro?


 
Starszy niż rok

Ocena użytkowników

(liczba ocen 3)

Mam 39 lat. Od 10 lat próbuję zajść w ciążę. Probówka to chyba moja ostatnia szansa...

Kiedyś myślałam, że urodzić dziecko to taka prosta sprawa! Moja mama urodziła czwórkę. Mnie, jak miała 25 lat, a najmłodszego brata miesiąc przed 40. urodzinami.

Wyszłam za mąż zaraz po studiach. Robert, mój mąż, bardzo chciał mieć dziecko. Nie staraliśmy się specjalnie, po prostu przestaliśmy uważać. Podobno po roku współżycia kobieta powinna zajść w ciążę. Tego się trzymałam, jak mijały kolejne miesiące, a u nas się nic nie zmieniało. Dopiero jak minął ten „magiczny rok", to po raz pierwszy poważnie się zaniepokoiłam.

Zobacz: Raport specjalny: Zapłodnienie in vitro krok po kroku​

Wizyta u ginekologa

Postanowiłam pójść do mojego ginekologa, żeby sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku. Lekarz chyba nie potraktował mnie całkiem poważnie. Zapytał o wiek i z pobłażliwym uśmiechem stwierdził, że przecież jestem jeszcze młoda i nie ma się czym martwić. Przepytał mnie z przebytych chorób, ewentualnych problemów z urodzeniem dzieci w rodzinie mojej i męża, spojrzał w dotychczasową historię moich wizyt u niego i odesłał do domu. Z nakazem, by nie przejmować się, nie myśleć, po prostu próbować dalej.

Po kilku miesiącach zaczęłam zastanawiać się, o co może chodzić. Skoro, jak powiedział lekarz, jestem młoda, to tym bardziej nie powinnam mieć problemów z zajściem w ciążę! I Robert, i ja zawsze prowadziliśmy raczej zdrowy tryb życia. Dieta bogata w warzywa i owoce, zero fast foodów, często chodzimy na basen albo biegamy. Idealny materiał na rodziców. U innego lekarza zrobiłam podstawowe badania – morfologię, hormony. Wszystko wyglądało dobrze. Mąż miał wątpliwości i opory, ale też się przebadał. Lekarz stwierdził jakieś niewielkie odstępstwa od normy, ale nie uważał, by miało to wpływ na problem z zapłodnieniem. Nie wiedzieliśmy, co robić.

W pewnym momencie pomyślałam, że może za bardzo chcemy. Czytałam o tym, że psychika może mieć poważny wpływ zarówno na samo zajście w ciążę, jak i jej przebieg. Obiecaliśmy sobie, że przestaniemy się przejmować. Koniec z badaniami, patrzeniem w kalendarz na upływające miesiące i lata, żyjemy normalnie. Nawet nam się to udawało. Życie zawodowe i małżeńskie było na tyle absorbujące i bogate, że przez dłuższy czas nie pamiętaliśmy o „problemie".

Czytaj też: Muzyka w in vitro? Naukowcy udowodnili, że to działa

Za chwilę skończę 40 lat. Obawiam się, że pozytywne myślenie już nie pomoże. A przynajmniej nie wystarczy. Wiem, że zawsze zostaje nam adopcja. Nadal jednak chcę wierzyć w to, że będę mogła urodzić dziecko. Sporo czytaliśmy z mężem o in vitro. Mamy niesamowicie dużo wątpliwości, obaw, nie wiemy, od czego zacząć. Ani czy w ogóle jeszcze warto zaczynać.
bg, az

Czytaj też: In vitro "za" czy "przeciw"? - głos blogosfery

Temat miesiąca: Gardłowa Sprawa, przeziębienie i grypa