Czy należy bać się gruźlicy?

- Zgodnie z hasłem WHO „gruźlica gdziekolwiek to gruźlica wszędzie”. Dla bakterii granice nie istnieją – mówi w rozmowie z Medme.pl pulmonolog dr Tadeusz Zielonka*, prezes Oddziału Warszawsko-Otwockiego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

- Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Owszem, gruźlica jest bardzo groźną chorobą zakaźną i wciąż zbiera śmiertelne żniwo. Żeby jednak mówić o tej chorobie właściwie, trzeba uwzględnić kilka czynników, m.in. gdzie choroba atakuje, kiedy i kto może zachorować.

Gdzie atakuje gruźlica

Gdzie, ponieważ mimo iż na gruźlicę choruje kilka milionów osób rocznie, aż 90 procent przypadków dotyczy krajów Trzeciego Świata. W krajach wysoko rozwiniętych zapadalność na gruźlicę jest stosunkowo niska. To jednak też nie sprawia, że możemy czuć się bezpieczni. Zgodnie z jednym z haseł WHO „gruźlica gdziekolwiek to gruźlica wszędzie”. Dla bakterii granice nie istnieją – globalizacja i związany z nią wysoki poziom migracji sprzyjają zachorowaniom.

Kolejne ograniczenie to „kiedy”. W przypadku gruźlicy ważny jest czas, który działa zwykle na korzyść. W większości państw sytuacja się poprawia. Jeszcze w latach 90. poziom zachorowalności na gruźlice był w Polsce podobny do tego, co na Ukrainie. Dziś statystyki zachorowań u nas znacznie spadły, na Ukrainie natomiast sytuacja nie uległa poprawie. Żeby więc ograniczyć ilość zachorowań, trzeba zadbać o odpowiednią, najlepiej wieloletnią profilaktykę.

Warto też zadać sobie pytanie, kto może chorować bądź choruje na gruźlicę. Choć pod względem globalnym zachorowalność może być niska, są środowiska, w których gruźlica nadal zabija. Do grupy ryzyka należą m.in. bezdomni, bezrobotni, alkoholicy, więźniowie czy wreszcie osoby, które z jakichś względów nie chcą się leczyć i zarażają innych. Gruźlicy nie wolno więc lekceważyć.

Czytaj: Gruźlicę można wyleczyć

Leczenie

- Po pierwsze rozwój gruźlicy zależy od stopnia uposażenia danego kraju. W przypadku USA oznacza to, że diagnozuje się tam mało przypadków zachorowań. Działa też odpowiednia selekcja – proszę zauważyć, że aby dostać wizę, należy przejść dość szczegółowe i rygorystyczne badania, m.in. wykonać prześwietlenie – czyli wykazać, że jest się zdrowym. Po drugie szczepionka nie daje stuprocentowej pewności, że nie zachorujemy na gruźlicę. Tak naprawdę działa ona tylko na słabsze odmiany tej choroby.

W Polsce póki co nie możemy jednak ze szczepionki zrezygnować – zgodnie z wytycznymi WHO trzeba mieć bardzo dobrą sytuację epidemiologiczną, by móc to zrobić. W USA mogą sobie na to pozwolić, ale my, chociaż jesteśmy w stosunkowo dobrej sytuacji, jeszcze nie. Być może wkrótce będzie możliwe też zastąpienie starej, mało efektywnej szczepionki nową, dużo bardziej skuteczną, ale musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na zakończenie prac badaczy.

- Niestety nie. Wprawdzie wspomniałem, że na gruźlicę chorują zwykle osoby z tzw. grupy ryzyka, ale ci ludzie przecież nie są od nas odizolowani. Do zakażeń dochodzi najczęściej drogą kropelkową w publicznych miejscach. Wystarczy więc jedna kaszląca w autobusie osoba, by doszło do zainfekowania. Do zakażenia dojść może także wówczas, gdy ktoś w czasie kaszlu zasłoni się ręką, a potem tę rękę poda na powitanie. Mało higieniczny jest też szarmancki gest całowania w rękę – w ten sposób najłatwiej się zarazić, bo bakterie dostają się bezpośrednio do jamy ustnej.

Zobacz też: Rozstrzenie oskrzeli

- Na pewno należy wspomnieć o HIV. Na szczęście w Polsce współistnienie HIV i gruźlicy stwierdza się u mniej niż 1 proc. chorych, więc jest to jeszcze zjawisko marginalne. W krajach zachodnich ten odsetek jest niestety wyższy.

- To nie jest tak, że gruźlica przebiega bezobjawowo. Ona po prostu przebiegać może pod wieloma postaciami. To mogą być kaszel, stany podgorączkowe, nocne poty, ale też dyskretne objawy – np. u osoby, która normalnie pracuje, nie czuje się specjalnie osłabiona, od czasu do czasu występuje krwioplucie. O tym także możemy nie wiedzieć, bo często połykamy tę krew. Trzeba więc obserwować swoje ciało i zgłaszać się do lekarza, jeśli tylko zauważymy coś niepokojącego.

- Zdecydowanie może, ale jest to mały odsetek – dotyczy zwykle około 12 procent chorych. Ważne, by leczenie gruźlicy było prowadzone prawidłowo - bardzo niebezpieczne jest np. przerwanie kuracji, które powoduje zwiększenie odporności na leki i powstawanie tzw. gruźlicy odpornej.

- To najczęstszy błąd. Niesłusznie kojarzymy gruźlicę tylko z układem oddechowym – tę chorobę możemy mieć w innych narządach. Bóle brzucha albo kolana także mogła wywołać gruźlica. Problem w tym, że gruźlica pozapłucna jest dużo rzadziej wykrywana. Bardzo często dopiero sekcja zwłok wykazuje, co było prawdziwą przyczyną zgonu. Statystyki w tym przypadku nie są wiarodajne – to niemożliwe, by w Polsce tak mało osób chorowało na gruźlicę pozapłucną.

- Tak, to akurat prawda – gruźlica zawsze częściej atakuje mężczyzn niż kobiet. W Polce stosunek chorych mężczyzn do chorych kobiet wynosi 2:1.

- Zdecydowanie. Choroba atakuje głównie ludzi powyżej 50. roku życia. W Polsce odnotowaliśmy wyraźny spadek zachorowań na gruźlicę u dzieci i młodzieży. Profilaktyka przyniosła oczekiwany rezultat. Ważne były przede wszystkim akcje medyczne, jakie prowadzone były w szkołach, m.in. próby tuberkulinowe czy rentgen. Gorzej, że nasz szczelny system kontroli przestaje powoli działać – teraz gruźlicę ma diagnozować lekarz pierwszego kontaktu. Szkoda, bo jeśli to rozmontujemy, sytuacja może się pogorszyć.

Zobacz: Leczenie gruźlicy – na czym polega?

*Dr n. med. Tadeusz Zielonka - pracownik Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, prezes Oddziału Warszawsko-Otwockiego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Oceń artykuł

(liczba ocen 15)

WASZA OPINIA JEST DLA NAS WAŻNA