Czy wszystkie „E” są niebezpieczne?

Starszy niż rok
Dodatki „E” nie zawsze są szkodliwe. Czasem za groźnie brzmiącymi symbolami kryją się ważne dla diety substancje. Jak je odróżnić od niebezpiecznych konserwantów, stabilizatorów czy spulchniaczy?

W większości dostępnych dzisiaj produktów znajdują się konserwanty, stabilizatory, spulchniacze, barwniki i inne substancje dodatkowe. Bardzo często do ich oznaczania używa się symboli rozpoczynających się literą „E”, po której następuje trzy- bądź czterocyfrowy ciąg liczb.

Litera pochodzi od słowa „Europa”, gdyż wszystkie dodatki do żywności, które kryją się pod tymi oznaczeniami, muszą zostać zatwierdzone przez Parlament Europejski. Numeracja jest jednolita na terenie całej Unii Europejskiej.

Warto wiedzieć, że nie wszystkie „E”-dodatki są szkodliwe dla naszego zdrowia i nie można ich wrzucać do jednego wora z napisem „sztuczna chemia”. Część z nich ma pochodzenie naturalne (co nie jest jednoznaczne z tym, że zawsze są dobre dla zdrowia), część z nich jest syntetycznym odpowiednikiem naturalnej substancji (nie pozyskano jej zatem z przyrody, ale wytworzono w laboratorium chemicznym). Niesprawiedliwe zatem jest myślenie, że sztuczne równa się złe.

Co dobrego możemy znaleźć pod tajemniczo brzmiącymi symbolami?

Naturalne barwniki

Przede wszystkim pod częścią tych oznaczeń zakamuflowanych jest wiele niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu składników.

Listę E-dodatków otwiera barwnik E100. Jeśli poświęcić mu odrobinę uwagi, to można dowiedzieć się, że jest to – znana ze swoich właściwości antynowotworowych – kurkuma. Idąc dalej, napotykamy barwnik E101. Po rozszyfrowaniu skrótu okazuje się, że to nic innego jak ryboflawina, czyli witamina B2. Nadaje ona produktom, podobnie jak kurkuma, barwę żółtą i pomarańczowo-żółtą.

Nie inaczej sprawa ma się z dodatkami E-160a (beta karoten), E160d (likopen), E161d (Luteina">luteina), E162 (betanina), E163 (antocyjany) – wszystkie one pozyskiwane są z produktów naturalnych: buraków, marchwi, żółtek jaj, moreli. Tak samo, jak nadają barwę warzywom i owocom, tak barwią artykuły spożywcze. Organizm ludzki natomiast chronią przed starzeniem.

Przeciwutleniacze

Nie inaczej sprawa ma się z przeciwutleniaczami, które Unia Europejska zebrała w podgrupę E300-E399. Część z nich jest kopią rozwiązań sprawnie funkcjonujących w środowisku naturalnym.

I tak, powszechnie występujący przeciwutleniacz E300, to nic innego jak kwas askorbinowy, czyli witamina C. Pod symbolami od E306 do E309 kryją się tokoferole, czyli różne formy witaminy E, które chronią produkt przed niepożądanym działaniem tlenu, a nasz organizm przed wolnymi rodnikami. E322 natomiast to znajdująca się w każdej komórce naszego organizmu lecytyna. Tę, która znajduje się w produktach spożywczych, często pozyskuje się z żółtek jaj, ziaren soi czy oleju rzepakowego.

Jak to wszystko zapamiętać?

Faktem jednak jest, że tych „E”, których nasz organizm nie potrzebuje i przed którymi lepiej go chronić, jest znacznie więcej niż tych dla niego korzystnych. Nie warto jednak wylewać dziecka z kąpielą i unikać wszystkich dodatków. Niestety, nie sposób również nauczyć się na pamięć całej tabeli oznaczeń i dodatkowo jeszcze posiąść wiedzę o ich wpływie na zdrowie.

W tym przypadku z odsieczą przychodzą najnowsze technologie. Istnieje kilka aplikacji na smartfona, które po wpisaniu oznaczenia substancji, zeskanowaniu kodu kreskowego czy QR, podadzą nam wszystkie niezbędne informacje o produkcie. Dzięki temu już w sklepie będziemy wiedzieć, co kupić, a od czego trzymać się z daleka. To dopiero nazywa się bycie świadomym konsumentem!

Czytaj też: 5 szkodliwych substancji, o których nie przeczytasz na etykietach

Oceń artykuł

(liczba ocen 15)

Pytanie: Jak często pijesz kawę?

  wcale

  raz na kilka dni

  codziennie

  2-3 dziennie

  więcej niż 3 dziennie

WASZA OPINIA JEST DLA NAS WAŻNA