Drapieżcze tęcze i boska koka. W co wierzą i jak leczą się Indianie andyjscy?

Diagnozowane przez Indian z Ameryki Południowej choroby czy stosowane do dziś metody leczenia mogą nas szokować. Praktyki medyczne i wierzenia z odległego kontynentu przedstawiła w rozmowie z Natalią Golik mgr Anna Przytomska z UAM.

Natalia Golik: Prowadziłaś przez ostatnie lata badania wśród Indian z Ameryki Południowej. Jakie tamtejsze praktyki medyczne najbardziej Cię zainteresowały?

Anna Przytomska: Prowadziłam badania u andyjskich Indian Keczua w Ekwadorze i Peru. Ciekawą grupą regionalną są żyjący wysoko w górach Q’eros. Jednym z elementów ich praktyk była lectura de coca – lektura z koki. Nam koka jednoznacznie kojarzy się z narkotykami. Natomiast dla Keczua roślina ta jest istotnym elementem praktyk leczniczych i rytualnych.

Według miejscowego mitu koka została zesłana przez bogów w czasach, kiedy jeszcze nie istniało słońce, a ziemia była oświetlana tylko przez blask księżyca. W tych czasach pre-ludzie mieli niezwykłe umiejętności. Sami potrafili wywołać deszcz, śnieg, multiplikować zwierzęta lub przyspieszyć wzrost roślin. Nie musieli pracować. Jednakże nie posłuchali pewnych boskich nakazów i za karę odebrano im moce. Pozostawiono tylko liście koki.

Współcześnie Indianie uważają, że koka pomaga na wiele dolegliwości. Żucie liści zmniejsza głód, pragnienie, chłód i zmęczenie. Liście przy użyciu cukru leczą urazy, obrzęki czy złamania. Indianie przygotowują z niej maści, które służą do leczenia reumatyzmu i zwichnięć. Napary zaś działają na przeziębienia, niestrawność, kolki oraz bóle kości.

Lektura z koki jest rodzajem konsultacji diagnostycznej. Szaman (paqo) podczas rytuału rozsypuje liście i na podstawie ich koloru i ułożenia oraz wielu innych czynników odczytuje stan zdrowia pacjenta oraz konieczne metody leczenia.

Medycyny indiańska

Co podczas badań zdziwiło Cię najbardziej?

Ostatnio prowadząc badania w Peru, pracowałam z szamankami, zwanymi tradycyjnie paqos, w wiosce Huasao, nazywanej też pueblo de los brujos (hiszp. wioska czarownic). Jedna z nich opowiedziała mi historię o zaskakującej chorobie.

Według opowieści pewne rodzaje małych węży mogą wejść przez drogi rodne do brzucha kobiety. To przydarzyło się sąsiadce szamanki. Kobieta wypasała stado w górach i kucnęła, by oddać mocz. Nie zdała sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Początkowe objawy wskazywały, że jest to ciąża. Lecz brzuch kobiety powiększał się wraz ze wzrostem węża. Kobieta osłabła, chorowała, ale myślała, że jej stan spowodowany jest ciążą. Kiedy kobieta była już bardzo wycieńczona i wychudzona, wąż wyszedł z jej ciała. Jej matka opowiadała, że widziała go pełzającego po podłodze. Kobieta umarła.

Ta sama szamanka opowiadała mi także historię o tęczy, która według Keczua jest bytem drapieżczym, który atakuje ludzi. W podobny sposób zapładnia kobiety i żywi się nimi, wysysając z nich energię.

Zobacz też, jak wyglądała: Antykoncepcja w starożytności

Podobno także niektóre sposoby leczenia mogą nas Europejczyków szokować?

Kontrowersyjna może być metoda diagnostyczna i lecznicza, do której wykorzystuje się świnki morskie. Nazywa się to soba de cuy (ugniatanie świnką).

Polega to na ugniataniu lub pocieraniu świnką o ciało pacjenta. Czasem świnka umiera podczas zabiegu. W innym przypadku uzdrawiacz zabija ją, obdziera ze skóry i rozcina.

Ale dlaczego świnka morska?

Według uzdrawiaczy posiada ona moc leczniczą, która absorbuje chorobę. Diagnoza polega na analizie wszystkich organów wewnętrznych, kości oraz skóry zwierzęcia. Kiedy u świnki zauważy się zmiany chorobowe, oznacza to, że i pacjent ma problemy z daną częścią ciała.

Czy próbowano to udowodnić?

Tak. Pewien peruwiański inżynier zbadał 500 przypadków diagnostyki za pomocą cuyes i porównał z wynikami badań biomedycznych. Przeprowadził następnie badania histopatologiczne nad organami zwierząt. Potwierdziły one związek choroby pacjenta ze zmianami chorobowymi występującymi u świnek morskich. 

Co może nam dać wiedza o pozaeuropejskich praktykach leczniczych?

Jest wiele kwestii, których powinniśmy się uczyć od takich społeczności. Chociażby ich nieopisana wręcz znajomość roślin i ziół leczniczych. Wiedza ta przekazywana jest z pokolenia na pokolenie w drodze ustnej, przez co narażona jest na zapomnienie. Z drugiej strony pojawiają się kwestie własności intelektualnej oraz wykorzystywania nieświadomości tych często biednych, niewykształconych ludzi przez koncerny farmaceutyczne.

Zobacz też: Chińska medycyna tradycyjna. Skąd się bierze jej skuteczność?

Mgr Anna Przytomska – doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM. Prowadziła badania terenowe z zakresu praktyk szamanistycznych wśród Indian w Ameryce Południowej.

Czytaj też: Wiele zalet żeń-szenia

Oceń artykuł

(liczba ocen 15)

WASZA OPINIA JEST DLA NAS WAŻNA