E – kartoteka już testowana


 
Starszy niż rok
Polacy już korzystają z e-kartoteki. Ten nowatorski system na razie testują pacjenci z Dolnego Śląska. Za dwa lata ma być dostępny w całej Polsce.

Polacy już korzystają z e-kartoteki. Ten nowatorski system, który ma usprawnić obieg dokumentacji medycznej na razie testują pacjenci z Dolnego Śląska. Za dwa lata ma być dostępny w  całej Polsce.

System miał zacząć działać w kwietniu w Lesznie i powiecie obornickim - miał to być na razie program pilotażowy. Do tej pory jednak nie ruszył, a leszczyńscy i oborniccy lekarze nic o nim nie wiedzą. Co więcej - firma, która miała wdrażać system, nie podpisała jeszcze umowy z NFZ. Reprezentujący Narodowy Fundusz Zdrowia poznański oddział NFZ twierdzi, że nie bierze udziału w projekcie. Nie wie też na jakim etapie są w tej chwili prowadzone prace.

Medme.pl postanowiło sprawdzić, jak ten pomysł odbierają internauci. Czy przekonuje Was opcja dostępu do wszystkich informacji medycznych o sobie zebranych w jednym miejscu? To ma być koniec jeżdżenia z dokumentami od lekarza do lekarza. Po prostu nowa jakość w medycynie.

Lekarz ma mieć błyskawiczny dostęp do informacji o wszystkich schorzeniach pacjenta, co pozwoli postawić bardziej trafną diagnozę. Pacjenci oczekują, że dzięki e-kartotece recepty wypisywane ręcznie będą zastąpione elektronicznymi. W szerszej perspektywie, miałyby też służyć większej kontroli przepływu pieniędzy w służbie zdrowia.

Czytaj też: Programy profilaktyczne NFZ w podstawowej opiece zdrowotnej

Nie pomysł jest problemem, ale jego realizacja

Pomysł wprowadzenia elektronicznych kart pacjenta budzi pozytywne emocje. Upatrują w nich narzędzie, które skróci kolejki na zapisy do lekarza. Najwięcej negatywnych komentarzy związanych jest ze sposobem wprowadzenia e-kartotek. Internauci mówią wprost: pieniądze unijne, które mają być przeznaczone na program, zdefrauduje NFZ i kolejna ciekawa inicjatywa spali na panewce.

Wiele kontrowersji budzi sposób zabezpieczania danych pacjentów przez administratorów e-kartotek i ewentualna sprzedaż  danych osobowych lub ich wyciek i udostępnianie ich niepowołanym osobom, rozpowszechnianie poufnych, szczegółowych informacji wśród znajomych czy potencjalnych pracodawców lub ubezpieczycieli.

Internauta o nicku inside_again pisze wprost (pisownia oryginalna): „Zobaczymy jak będzie Pan taki szczęśliwy, jak ktoś sprzeda Pana dane medyczne np. koncernowi farmaceutycznemu…albo firmie ubezpieczeniowej tudzież bankowi, w którym stara się Pan o kredyt na dom… I figa, nie dostanie Pan tego kredytu, bo bank się dowie że cierpi Pan na cośtam…co niekoniecznie chciałby Pan upubliczniać…a bankowi wyjdzie, że nie ma Pan szans spłacić kredytu no statystyczne rokowania w Panskiej chorobie są na 10 lat, i co?”

W innym poście dodaje:
„Wpisy do e-chorób powinny być fakultatywne. Pacjent się zgadza albo nie. jeśli się NIE zgadza = nosi tonę makulatury. jeśli się zgadza = musi mieć świadomość, ze pewnego dnia sąsiadka z parteru wyrazi mu w windzie ubolewanie z powodu posiadania raka prostaty. Bo akurat synuś sąsiadki, świeżo upieczony lekarz na stażu w pobliskiej przychodni - przeglądał sobie w celach edukacyjnych e-kartoteki i natrafił na danego człowieka... po czym oczywiście spiesznie się podzielił tą nowiną z mamusią... "A ty wiesz, ze ten z trzeciego to ma raka prostaty?" No. To jest właśnie ta zła wiadomość”.

Bardziej optymistycznie o pomyśle pisze osmiol: „Pomysl ma oczywiście sens i tylko warto mieć nadzieje ze sie upowszechni”. Wie, jak system mógłby działać. „Użytkownik systemu po otrzymaniu loginu i hasła dostaje również określony poziom dostępu i możliwości zmian w bazie danych. Rejestratorka w przychodni ma więc dostęp do adresu i telefonu, może rejestrować i wydrukować powtórkową receptę; nie może jednak wpisać konsultacji, wypisać nowego leku i nie ma dostępu do opisu konsultacji”.

Internauta zauważa, ze w przypadku systemu elektronicznego każdy ślad wejścia (zwłaszcza nieuprawniony) jest wykrywalny. W przypadku baz papierowych każdy – przynajmniej teoretycznie – może sobie przeczytać co chce i nie da się sprawdzić, kto miał do tego dostęp.

Narzekamy na lekarzy

Komentując pomysł e-kartotek internauci zauważają, że kart takich nie chcą lekarze. „tylko wtedy nie dało by się rejestrować fikcyjnych wizyt i wyciągać kasy z NFZ” pisze ~chory. Adam672 dodaje: „Elektronicznej karty pacjenta nie chce wprowadzić rząd i NFZ”. A dlaczego? Bo NFZ nie dysponuje aktualną bazą ubezpieczonych. Bo fizyczne zrobienie samego systemu weryfikacji, który podobnie jak terminale kart kredytowych łączyłby się z bazą NFZ (jeżeli taka by istniała) i sprawdzał status ubezpieczenia, jest bajecznie proste”.

Czytaj też: Oto Najsłynniejsi polscy lekarze

Wolimy leczyć się sami

Przy okazji pojawia się kwestia leczenia się Polaków samodzielnie. Użytkownik o nicku ~ piciu pisze:
„ Gdy mam kaszelek, ide do apteki, w przerwie w pracy, i kupuję jakiś tymianek i podbiał. Lekarz przyjmuje dokładnie wtedy kiedy pracuję, a w pracy nikt mi nie da wolnego na 'kaszelek', żebym poszła do pana lekarza... A jak w końcu mam wolne wolę to 'wypocić' podczas snu, bo na drugi dzień znowu do pracy, a latanie po lekarzach, umawianie się i czekanie może tylko pogorszyć stan zdrowia. Może to troche hmm 'znachorskie' ale dwa litry wody mineralnej z cytryną, sen i ewentualnie aspiryna, przy mniejszych dolegliwościach zawsze działa. Normalnie NEW BORN”.

A co Ty sądzisz o nowym pomyśle, by dane pacjentów były dostępne elektronicznie? Czekamy na opinie i komentarze.

Czy wiesz, że: Pacjencie możesz pozwać NFZ za brak refundacji