Nadzieja w oddechu

Starszy niż rok
Rozmowa z prof. Władysławem Pierzchałą, prezesem – elektem Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
 

Jeżeli przypomnimy sobie powiedzenie in spiro spero czyli nadzieja w oddechu, to rzeczywiście: jak długo oddychamy, tak długo żyjemy. Trzeba powiedzieć tak: wielkość naszych płuc i ich dojrzałość decydują o tym, jak długo będziemy żyli. To nam daje szerokie spektrum możliwości, również tych niekorzystnych. Dziecko, które rodzi się ze zdrowymi, dojrzałymi płucami jest dobrze przygotowane do życia. Jeżeli dziecko urodzi się przedwcześnie lub jest po prostu małe, ma też niewielką klatkę piersiową i małe płuca. Konsekwencje tego pozostają na całe życie. Musimy pamiętać, że wraz z wiekiem przybywa nam lat, ale ubywa gęstości kości, grubości skóry, wielkości i zdolności wentylacyjnej płuc, schodzimy z pułapu biologicznego zaprojektowanego w młodości do pułapu schyłkowego. Jeżeli na początku nasze płuca mają 6 litrów pojemności życiowej, to na starość, w wieku 85 lat ich pojemność będzie wynosiła 3 litry i to pozwoli nam żyć bez duszności.

Zgadza się. Jeżeli chodzi o astmę, to mamy bardzo mały wpływ na to, czy ona powstanie, czy nie. Większość przypadków astmy to astma alergiczna. Profilaktyka polega na tym, aby leczyć objawy kataru alergicznego i unikać tych alergenów, których uniknąć się da. To częsta choroba, dotykająca kilku procent populacji. Pamiętajmy, że dziecko nie wyrośnie z kataru alergicznego, a leczenie wdrożone w porę, może zapobiec rozwojowi astmy. Mamy też POChP, która jest z kolei chorobą osób dorosłych, i na którą najczęściej sami zapracowaliśmy paleniem papierosów. Choć nie jest to warunek konieczny. Około 10 - 15% rozpoznanych przypadków POChP to choroba niezawiniona, występująca u niepalących. POChP jednak można leczyć.  Wczesne leczenie pozwala, mimo spadku zdolności wentylacyjnej płuc, przeżyć swoje lata w komforcie oddechowym i nie doprowadzić do inwalidztwa oddechowego. Leczenie późne, niestety, daje małe szanse utrzymania zdolności wentylacyjnej płuc. 

Alergia a choroby płuc

W astmie takim sygnałem jest kaszel, wodnisty katar, pieczenie oczu i kichanie. Te dwa ostatnie to najczęściej uczulenie na pyłki. Kaszel sygnalizuje, że choroba dotyczy nie tylko nosa i oczu, ale również tchawicy i oskrzeli i może z tego rozwinąć się astma. Natomiast POChP to choroba charakteryzująca się najczęściej produktywnym kaszlem: zaczynamy kaszleć i odksztuszamy plwocinę, uświadamiamy sobie, że to trwa już kilka miesięcy albo nawet lat, nasz oddech staje się świszczący, a potem przypominamy sobie, że przecież przez wiele lat paliliśmy papierosy. 

Alergiczna astma nie powinna prowadzić do inwalidztwa oddechowego, natomiast przewlekła obturacyjna choroba płuc – zawsze. POChP wcześniej czy później powoduje niewydolność oddychania. I to nie jest tylko kwestia stałej duszności, ale także niedoboru tlenu we krwi. Nazywa się to niewydolnością hipoksemiczną. Następnym etapem jest niewydolność hiperkapniczna polegająca na tym, że pacjent nie potrafi usunąć dwutlenku węgla z organizmu. Tego w astmie nie ma, więc jest ona chorobą lepiej rokującą, w miarę odwracalną. Dlatego właśnie lekarze powinni apelować do pacjentów o niepalenie papierosów lub rzucenie nałogu i konsultowanie duszności, świszczącego oddechu czy odksztuszania. Możliwości lecznicze w Polsce są takie same jak na świecie.

Na szczęście – co pragnę podkreślić – mamy takie same możliwości jak wszyscy  na świecie, ale w przypadku chorób układu oddechowego szczególnie. Wszystkie leki są w Polsce dostępne, większość z nich jest refundowana, a leczenie jest proste, bo są to najczęściej leki wziewne, proste do stosowania. W astmie stosuje się również immunoterapię swoistą, zwaną przez pacjentów odczulaniem, która jest leczeniem przyczynowym. W leczeniu POChP pulmonolodzy mają możliwość leczenia tlenem, nawet w domu, tych chorych, którzy tego wymagają. Można również stosować w domu wentylację mechaniczną nieinwazyjną, bez potrzeby intubacji. Możliwości stosowania  nowoczesnych, skutecznych i dostępnych metod leczniczych są naprawdę bardzo szerokie. 

Czytaj więcej: Jak walczyć z zapaleniem płuc – wywiad z dr. Piotrem Dąbrowieckim

Pacjenci nie chcą długiego leczenia, nie chcą się przyznawać do przewlekłej choroby. Czasem próbuję uspokoić swoich pacjentów mówiąc: ale przecież pani codziennie myje zęby! dlaczego ma Pani tak wielki problem z codziennym wdechem leku rozkurczającego oskrzela? Zdarza się, że trafiam do przekonania. Edukacja jest bardzo ważna. Ważne jest bowiem odpowiednie „ułożenie się” z chorobą. Zapanowanie nad dusznością to jest sukces nie tylko medycyny i lekarza, ale przede wszystkim pacjenta. 

W naszej naturze jest coś takiego, że odstawiamy leki, wówczas kiedy nam już pomagają. Ja też tak robię. Wolę kilkudniową kurację antybiotykową, niż branie np. insuliny do końca życia.  Nie lubimy chorować, nie chcemy pamiętać o lekach. Trzeba wyrobić w sobie pewien nawyk, ale to wcale nie jest proste. W medycynie to się nazywa compliance, czyli coś w rodzaju spolegliwości. A my przecież w ogóle nie jesteśmy spolegliwi, nie chcemy się godzić z losem, nie chcemy rutyny nawet w walce o własne życie. Chcemy nowości, atrakcji, zmienności. Życie jest zmienne, a my mamy się w nim zachowywać każdego dnia tak samo; cały czas brać leki? Chorych trzeba rozumieć, ale okazuje się, że czasami wystarczy po prostu przypomnieć o znaczeniu brania leku. Bez agresji trzeba zachęcić pacjenta do zmiany postawy. I to wystarczy.

To rzeczywiście jest podstawowe narzędzie pneumonologa i lekarza rodzinnego. Nie da się rozpoznawać i leczyć nadciśnienia tętniczego bez aparatu do mierzenia ciśnienia, a cukrzycy bez glukometru. Spirometr to prosty aparat, który w rękach kompetentnej pielęgniarki czy lekarza potrafi ocenić, ile mamy pojemności życiowej płuc albo ile wynosi wskaźnik FEV 1, czyli maksymalna objętość wydechowa jednosekundowa. To są dwa podstawowe wskaźniki, na podstawie których możemy określić, jaki mamy potencjał wentylacyjny i jak z niego potrafimy skorzystać. Spirometria ma jeszcze jedną zaletę. Jeżeli nawet nam się wydaje, że mamy zdrowe płuca, to wynik badania może nas doprowadzić do refleksji prozdrowotnej: mam tylko 80% normy, czyli gdzieś te 20%  straciłem. To czasem daje asumpt do decyzji o zmienie trybu życia: może więcej wysiłku, a mniej papierosów? 

Zobacz: Zapalenie płuc – jak przebiega leczenie?

To jest jakaś dokumentacja naszej biologii; mierzymy wzrost, obwód talii, wagę... zmierzmy też pojemność życiową!  Spirometrię na pewno powinien sobie zrobić, niezależnie od wieku, każdy palacz, nawet jeśli nie ma żadnych dolegliwości. Warto to sprawdzić i ucieszyć się , że palenie na razie nie zaszkodziło. Druga grupa to osoby skarżące się na objawy ze strony układu oddechowego, czyli kaszel, świsty lub duszność wysiłkową. Badaniu powinny się poddać także ci, którzy przeszli infekcję układu oddechowego. Infekcje wirusowe i bakteryjne przechodzą szybko, ale często pozostawiają nadwrażliwość oskrzeli, które chętniej się kurczą i przepływ powietrza przez płuca jest gorszy. Spirometria to wykryje. Warto też, aby badanie zrobiły kobiety w ciąży. Dowiedzą się, czy dziecku dostarczana jest wystarczająca ilość tlenu. Jeśli wynik spirometrii będzie nieprawidłowy, to trzeba wykonać kolejne proste badanie: pulsoksymetrię. Ono sprawdzi, ile tlenu jest w naszej krwi włośniczkowej. Dzisiaj jednak musimy pamiętać o tym, że spirometria to pierwszy krok do zdrowych płuc.

Tak. Tu nie chodzi tylko o zdrowie płuc i komfort chorych na choroby układu oddechowego. Okazuje się, że składnik spirometryczny FEV 1 jest niezależnym czynnikiem ryzyka wczesnego zgonu. Jeżeli ktoś z nas nawet nie choruje na żadne choroby, ale ma FEV 1 niższy od normy, to jego szansa na przewidywaną długość życia jest mniejsza niż osoby z wysokim FEV 1. Spirometria jest zatem ważna także z punktu widzenia zdrowia publicznego. Nasza populacja będzie wymierała tak szybko, jak szybko nam ubywa wskaźnika FEV 1.  Pneumonologia nie jest docenianą dyscypliną medycyny, nie jest też lokomotywą postępu, ale nie zapominajmy, że serce pracuje w objęciach płuc.  Jeżeli uznajemy, że żyjemy tak długo, jak bije serce, to ono tak długo bije, jak jest nadzieja w oddechu. 

Badanie wymaga współpracy pacjenta z instruktorem, który przedstawia najpierw jego przebieg. Do ust wkłada się ustnik, przez który trzeba spokojnie oddychać. Potem, dalej spokojnie, jak najgłębiej,  trzeba nabrać dużo powietrza i następnie wypuścić je do samego końca. To usunięcie maksymalnej ilości powietrza z płuc jest bardzo ważnym elementem poprawności wykonania spirometrii. To jest część statyczna badania: spokojne oddychanie, głęboki wdech i jak najgłębszy wydech. Potem zaczyna się drugi, dynamiczny element badania. Do niego trzeba się przyłożyć, zmobilizować. Polega na tym, że nabiera się do płuc bardzo dużo powietrza, zatrzymuje je na moment i z całej siły wypuszcza, aby osiągnąć jak największy przepływ na poziomie ust. To trochę tak, jakbyśmy dmuchali świeczki na swoim urodzinowym torcie. Wynik ma być rekordowy. I to koniec badania. 

Tak. Jednym wydechem.

Czytaj także:
Diagnostyka zapaleń płuc – badania laboratoryjne

Diagnostyka zapaleń płuc – badania obrazowe

Oceń artykuł

(liczba ocen 15)

WASZA OPINIA JEST DLA NAS WAŻNA