Otwarte rozmowy o seksualności

Polacy na ogół niechętnie rozmawiają o seksie. Rodzice nie uświadamiają dzieci, argumentując, że ich też nikt nie uświadamiał. Partnerzy rzadko rozmawiają ze sobą o współżyciu i doznaniach, ograniczając wymianę informacji do pytania, czy „dzisiaj można” i odpowiedzi twierdzącej lub przeczącej, w zależności od dni płodnych. Pruderyjne wychowanie i ogólnie znikoma wiedza seksualna sprawiają, że rozmowy o życiu intymnym są rzadkością. Czy można to zmienić?
seksualność

Artykuł sponsorowany

Pixabay.com

Spis treści

Skąd ja się wziąłem?

Dziecko jest ciekawe świata, lubi poznawać, szybko się uczy. Zadaje też masę pytań, na które trzeba cierpliwie udzielać prawdziwych odpowiedzi, stosownie do jego wieku i poziomu percepcji. Pytanie o to, jakim sposobem pojawiło się na świecie, nie należy tu do wyjątków.

Wszyscy znamy osławione opowieści o bocianie i kapuście. Dziś głównym źródłem informacji dla dziecka jest Internet, gdzie stron, forów, blogów o tematyce fizjologii człowieka jest bardzo dużo. Niestety, nie wszystkie z nich dają właściwą wiedzę i we właściwy sposób. Dlatego błędem jest sądzić, że współczesna rzeczywistość zwalnia rodziców z krępującego obowiązku uświadomienia dzieci. Należy jednak zrobić to umiejętnie, a do tego potrzebne są rodzicom odpowiednie wiadomości i przygotowanie do takiej rozmowy. Nie wystarczy umieć uprawiać seks. Trzeba także wiedzieć, jak o tym mówić. Przyda się literatura fachowa, np. Neuroerotyka. Rozmowy o seksie i nie tylko autorstwa Jerzego Vetulaniego i Marii Mazurek, natomiast do czytania dla dzieci Książka pełna miłości, czyli Jak Michałek przyszedł na świat  Alony Frankel.

Dobrze jest uchwycić moment, kiedy dziecko zaczyna się interesować własną płcią i płcią mamy lub taty. Do kwestii anatomicznych podchodzimy całkowicie naturalnie. Oznacza to, że jeżeli dziecko przypadkiem zastanie nas w trakcie przebierania się, kiedy nie mamy na sobie nic, udajemy, że nic się nie dzieje i spokojnie kontynuujemy ubieranie. Na ewentualne pytania dziecka „co to jest” odpowiadamy zgodnie z prawdą. Nerwowe zasłanianie się firanką czy ręcznikiem i wypraszanie dziecka wywoła zaciekawienie, cóż takiego mamy do ukrycia.

Warto też wykorzystać sytuacje, kiedy dziecko np. zauważy na ulicy kobietę ciężarną i zapyta, „co ta pani ma”. Zgodnie z prawdą odpowiadamy, że ma w brzuszku dzidziusia, który tam rośnie, a jak będzie większy, to wyjdzie na świat. Na pytanie, którędy wyjdzie, odpowiadamy, że każda pani ma takie miejsce. Dziewczynkom mówimy: ty też masz, tylko jeszcze bardzo małe. Ciekawość zostanie zaspokojona, choć zapewne tylko na pewien czas. Później przyjdą pytania bardziej szczegółowe i dociekliwe, dlatego konieczne jest przygotowanie prawdziwej i właściwej dla wieku odpowiedzi na pytanie: a skąd ja się wziąłem u mamusi w brzuszku? Wspomniana książka z pewnością ułatwi to zadanie.

Nie należy zapominać, że rozmowy na temat płci są bardzo ważnym elementem budowania więzi i zaufania dziecka do nas. Dlatego tak ważne jest udzielanie prawdziwych informacji. Jeżeli powiemy nieprawdę albo zbędziemy dziecko byle jaką odpowiedzią, zapamięta to na bardzo długo.

Nie tylko antykoncepcja

Każdy z nas zna swoje ciało i na ogół wiemy, co nam dostarcza najwięcej pozytywnych doznań. Problem w tym, że mamy spore kłopoty z uzewnętrznieniem swoich oczekiwań wobec partnera. Aż 60 proc. kobiet i 70 proc. mężczyzn nie rozmawia o seksie z najbliższą osobą. 95 proc. panów ogląda filmy porno, ale aż połowa z nich robi to w samotności. 40 proc. kobiet udaje orgazm, a współżycie traktuje jedynie jako obowiązek i z obawy, że jeżeli będą odmawiać seksu, partner poszuka go poza domem. Jest to także skutek wielowiekowej tradycji wychowania kobiety do roli podporządkowanej mężczyźnie. Jedynym dopuszczalnym (a i to nie zawsze) argumentem jest niechęć do zajścia w ciążę; popularny „ból głowy” jest raczej przedmiotem drwin.

Taki stan seksu w dłuższych związkach to właśnie efekt braku rozmów. Powszechnie panujące przekonanie, że o „tych sprawach” się nie rozmawia, pora odstawić do lamusa. W związku dwojga ludzi nie powinno być miejsca na ukrywanie pragnień i fantazji erotycznych. Nie wystarczy ustalić, że „dziś można”, zresztą kalendarzyk jest jedną z najbardziej zawodnych metod antykoncepcji. Trzeba mówić, czego oczekujemy. Oczywiście nie wszystkie nasze pragnienia mogą spodobać się partnerowi (partnerce) i wzajemnie. To też trzeba umieć powiedzieć – np. to sprawia mi ból, wolę w inny (mówimy, w jaki!) sposób. Nie wstydźmy się człowieka, z którym dzielimy życie.

Reklama

Słownictwo

Skrępowanie wobec partnera ma także inne źródło. Jest nim brak odpowiedniego polskiego słownictwa erotycznego. Terminologia jest wyjątkowo uboga; albo stricte naukowa, albo śmieszna, albo wulgarna. Wciąż pokutują „klejnoty”, „cipki”, „przyrodzenia” i „dziurki”, które zupełnie nie ułatwiają erotycznej komunikacji partnerów. Trudno też rozmawiać, operując nazewnictwem anatomicznym: wargi sromowe mniejsze, żołądź prącia czy wzgórek łonowy. Natomiast nazwy wulgarne odzierają porozumienie erotyczne z pierwiastka romantyzmu, choć nie ma w nich nic złego, o ile oboje partnerzy je akceptują.

Od pewnego czasu funkcjonują w literaturze i w potocznej mowie spolszczenia nazw łacińskich (penis, wagina, anus) i są one jak najbardziej do przyjęcia. Być może jest to rozwiązanie, które umożliwi „wyluzowanie się” i pomoże w werbalizacji oczekiwań erotycznych.

Autor: Natalia Setecka, Sklep-Intymny.pl

Reklama

Oceń artykuł

(liczba ocen 1)

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami na temat zdrowia i zdrowego stylu życia, zapraszamy na nasz portal ponownie!