Raport Specjalny: In vitro "za" czy "przeciw"? - głos blogosfery

Starszy niż rok

Ocena użytkowników

(liczba ocen 3)

Metoda sztucznego zapłodnienia – to temat, który wywołuje nadzieje, ale też mnóstwo obaw. O tym wszystkim piszą blogerzy

 Opinie w tej sprawie są podzielone. Jednak to osoba, decydując się na zabieg podejmuje zawsze ostateczną decyzję. Wsłuchajmy się więc w głos opinie i komentarze Internautów.

Zobacz: Chcę być mamą, ale nie mogę. Czy potrzebuję zabiegu in vitro?

Na blogu lemingi i inne żyjątka  autorka pisze

W całej tej bitwie nie chodzi o aborcję ani in vitro, chodzi o to, że uczy się nas, abyśmy miały w dupie los i potrzeby tych, którzy nie doświadczają tego, co my. Zdrada kobiet jest premiowana i podciąga się pod ją wartości pisane dużymi literami. Tak jakby nie można było wesprzeć i zrozumieć nie akceptując jednocześnie samego działania, ale akceptując prawo do jego wyboru. Wytrwale wspiera się nas w tym przekonaniu od najmłodszych lat dzieląc starannie świat na getta matek, niematek, dziewcząt czy emerytek. Tymczasem kobietą jest się całe życie, ma się jedną macicę, dwa jajniki, dwie piersi. Co dziesiąta z nas choruje na endometriozę. Co czwarta ma problem z zajściem w ciążę. Niemal wszystkie dorosłe kobiety współżyją. Większość ma dzieci. Kilkadziesiąt tysięcy co roku przerywa ciążę. Pomiędzy planetami krążą regularne promy, możemy kupować na nie bilety z odkrytymi twarzami, nie musimy  się ukrywać. Nawet jeśli wielu zależy na tym, abyśmy w to wierzyły i chciały za to umierać. (…)Ciąża nie jest karą, a macierzyństwo nie jest pokutą. Różnorodność nie jest sodomią i gomorią, świat nie obróci się w proch jeśli przyznacie innym kobietom prawo do decydowania o sobie. To one będą żyć z konsekwencjami swoich wyborów, nie wy. Warto zatem dać im możliwość podjęcia takich wyborów, za które odpowiedzialność udźwigną.

Blog Soczewka pisane prawdą informuje:

Zwolennicy tej metody mówią, że jest to dla ludzi dotkniętych - swoją drogą dość szeroko pojętą - niepłodnością dar, którego nie sposób nie przyjąć. Jest to chyba jedyne „za”, które różni ludzie ubierają w różne słowa. Trzeba przyznać rację, bo rzeczywiście jest to dar od współczesnej technologii. Jednakże dar, za który zarówno na odbiorcę, jak i na „dobroczyńcę” spada wielka odpowiedzialność i ewentualna wina za śmierć tysięcy/milionów ludzkich istnień, bo dla katolików i nie tylko, zarodek powstający po zapłodnieniu jest już człowiekiem. Jaka jest skala zbrodni tego typu? „Liczba przeprowadzanych procedur in vitro u pojedynczej kobiety jest indywidualna. Przyjmuje się, że 3 do 6 zabiegów to liczba najbardziej odpowiednia...”*. Przyjmijmy więc 4 zarodki na jedną kobietę. W 2008 roku na świat dzięki tej metodzie przyszło 300 tys. dzieci. 300 tys. x 3 = 900 tys. martwych. Te 900 tys. jest niby zamrażanych itd., lecz finalnie i tak są niepotrzebne i... giną (może w międzyczasie jakiś "eksperymencik" się na nich dokona). „Około połowa par, które zdecydowały się na tę technikę wspomaganego rozrodu, nie doczekuje się potomka.”* Czy warto jest poświęcić tyle istnień ludzkich, tylko dlatego, że osoby żyjące w związku chcą mieć syna/córkę? Mało jest nieszczęśliwców w domach dziecka? Mało jest tych najbardziej umiłowanych, którzy będą nam wdzięczni do końca życia za to, że wzięliśmy ich do siebie, dając ciepło rodzinne i prawdziwy dom? Żadnym wytłumaczeniem  jest „Chcemy mieć własne dziecko”, gdy kosztem tego nie jest wyłącznie opłata w wysokości 10 tysięcy złotych, ale także śmierć - mówiąc delikatnie - "embrionów". Chcąc przekonać tych, dla których człowiek jest człowiekiem dopiero na którymś kolejnym etapie rozwoju, wypada się odnieść do szkód, które dotykają dzieci już narodzone, ale także ich rodziców. Zespół hiper-stymulacji jajników, torbiele jajnika, poronienie, wewnętrzne obumarcie płodu, łożysko przodujące, ciąża pozamaciczna, mózgowe porażenie dziecięce... Część z tych powikłań, chorób czy jak to inaczej nazwać, występuje także podczas naturalnych poczęć, ale przy in-vitro ryzyko zdecydowanie się zwiększa. Badania są prowadzone w krótkim terminie na niewielkich grupach kobiet/dzieci. Tymczasem wymagane są badania długoterminowe i na większą skale, aby faktycznie rozpoznać rzeczywisty zakres zagrożeń, które mogą zrodzić się (jakkolwiek brzmi to w tym kontekście) w czasie zabiegu "in-vitro".

Bloger Vox Iusti w salonie24.pl zauważa

Jak już widać powszechnie, dziś dziecko stało się jak przedmiot, którego można nie chcieć (no to aborcja) lub przeciwnie - pożądać (no to in vitro) i nic więcej się nie liczy, tylko egoistyczna chęć lub niechęć do jego posiadania lub nie. Dlatego apeluję, zanim już powołamy sztucznie do życia nowe istnienia, dajmy najpierw szanse tym co już tu i teraz są! Tak długo jak choć jedno dziecko będzie oczekiwać na adopcje, każde żądanie procedur "in vitro" będzie dla mnie szczytem egoizmu i hipokryzji. Bo to niewyobrażalny egoizm, że ktoś tam sobie uzurpuje prawo, aby za każdą cenę (a najlepiej na koszt państwa!) mieć prawo DO DZIECKA Z "JEDYNIE Z WŁASNYM  DNA"!!! To szczyt hipokryzji, który dodatkowo odbiera szanse na szczęście tysiącom czekającym na adopcje dzieciom! A druga sprawa, oczywiście, jeśli ktoś nie ma poglądów zgodnych z Kościołem, Państwo nie powinno ustawowo zabraniać tego, co nie szkodzi innemu człowiekowi, dlatego nie powinno np. zabraniać całkowicie „in vitro” pojedynczego, ale już powinno zabraniać produkcji i mrożenia tzw. zarodków nadliczbowych. Można bez problemu natomiast mrozić jajeczka. Taka jest dla mnie moralna granica ludzkiej wolności. Natomiast, jeśli chodzi o „in vitro” dla innych związków niż małżeństwa (i przecież nie chodzi o małżeństwa sakramentalne), to dlaczego niby Państwo ma popierać „produkcje” dodatkowych dzieci pozamałżeńskich, tymbardziej gdy obowiązkiem Państwa jest wspieranie instytucji małżeństwa i rodziny?

Pamiętnik niepłodnej wariatki  oznajmia

Jak trudna jest droga do macierzyństwa wiedzą tylko niepłodni...Kiedyś na jednym z amerykańskich filmów usłyszałam, że dzieci są kwestią przypadku, dorośli się kochają i im się trafia, nie planują tego... planują tylko Ci którzy nie mogą mieć dzieci... Ja planuję, już prawie trzy lata...
Czasami idę ulicą i widzę kobiety w ciąży, w różnym wieku... widzę matki z wózkami, matki prowadzące dzieci za rękę...Zastanawiam się jakie to dla nich szczęście, czy się cieszą? Czy chciały tego dziecka? czy było im łatwo zajść? Jakie to uczucie?? bo chcieć nie znaczy wiedzieć... nie wiem jak to jest być w ciąży, poduszka pod koszulka nie oddaje tego co czują kobiety noszące cud pod sercem...Jak to jest zmieniać pieluchę, widzieć pierwszy ząbek, pierwszy uśmiech, usłyszeć "mama" ??? Nie wiem... Nie wiem już 3 lata... może nie wiem 28 lat, ale przez ostatnie trzy lata nie mogę się dowiedzieć... i jedyne co wiem, to to jakie to uczucie czuć pustkę po sercem...

O wszystkim i o niczym nieomal codziennik mój czytamy

I chciałabyś mieć  ileś tam zamrożonych dzieci w zamrażarce? I chciałbyś narażać siebie i potencjalne dzieci na śmierci przez poronienia, które wkalkulowane są w metodę in vitro? to nie tylko samo zapłodnienie: plemnik + komórka jajowa, to cala otoczka. jak dla mnie przerażająca otoczka. Facebook podaje okrojona z psychologii i moralności fizjologiczna informacje, która mówi o produkcie końcowym, ale nie mówi o towarzyszących tej produkcji okolicznościach. ja mowie zdecydowanie NIE. i nie dla mnie argumenty, ze nic nie rozumiem, bo ja mogłam urodzić dwoje zdrowych dzieci. Nie jestem przeciwko in vitro, skoro jest taka metoda i jest to metoda nie ścigana przez prawo, to nic mi do sumienia innych ludzi, którzy się na taką metodę decydują.  Mojej córce bym jednak tę metodę odradzała i to nie z przyczyn wiary w duszyczki embrionów. Ponieważ mam w rodzinie osobę która w końcu tą metodą urodziła dziecko, wiem, ze jest to bardzo kosztowna droga przez mękę o czym przeważnie nie myślą i nie wiedzą pary, które się na to decydują.

Czytaj też: Muzyka w in vitro? Naukowcy udowodnili, że to działa

Autorka Z babskiej perspektywy pisze

Piję kawę i rozmyślam nad bezpłodnością i walką o kolejne próby in vitro. Obserwuję to u znajomej i bardzo jej kibicuję. Ma za sobą wiele prób, kilkanaście lat już, najpierw naturalnie, potem in vitro, testy i takie tam, nie będę się mądrzyć, ale nadal nic. Im bardziej chce, im więcej się stara, tym mniej jej wychodzi. Z drugiej strony jest tyle dzieci,  chorych, sierot, które czekają na to, żeby im poświęcić uwagę. Nie chcę tu dotykać adopcji, to jest temat złożony i nie mogę się wypowiadać, bo nie moja to decyzja, kto gotowy, kto powinien czy kto może. Ale gdyby tak pracować z dziećmi w szpitalach, rysować, teatrzyki urządzać itd. W sierocińcach pomagać, na wycieczki wyjeżdżać jako opiekun, udzielać się gdzieś, może ten ból byłby złagodzony, może coś by się uruchomiło, jakieś hormony, co ich wcześniej za mało było? Już sama nie wiem. Tak mi się po głowie tłucze. Po prostu zamiast para w gwizdek, może w jakiś lepszy sposób tę nagromadzoną miłość, chcenie, wręcz pożądanie dziecka, spożytkować? Jeżeli ktoś mówi, że nie ma czasu, jeśli to jedyny argument, to znaczy, że nie ma też czasu dla swojego dziecka, bo ono jest nawet bardziej wymagające. Ja nie mogłam mieć Wojtka, lekarz powiedział - pani Kasiu, przykro mi to mówić, ale niech się pani cieszy córką, na drugą ciążę marne szanse. Kupiliśmy psa, miał wypadek, operacja i potem druga - skrócenie łapy. Trzy mięsiące go nosiłam, zmieniałyśmy z córką opatrunki, lasery, opieka nad nim po operacji. Po tym wszystkim okazało się, że jestem w ciąży. Jest Wojtek. Nie chcę, żeby ktoś myślał, że ja tu się chcę wymądrzać, znam rozwiązania, pouczam - nie, tylko tak głośno myślę.

Chcesz wiedzieć więcej o metodzie iv vitro? Czytaj nasz Raport Specjalny

Temat miesiąca: Skuteczne sposoby na ból gardła